Karpacz - Boże Ciało

Do Karpacza zajechaliśmy po zmroku. Ja tam bym się nigdy nie odważył, by tak spontanicznie i w ciemno jechać do tak uczęszczanego kurortu, ale moja Baśka jest siłą napędową i wszystko, co niezaplanowane dzieje się dzięki niej. Tym razem byłem na nią nieco wściekły. Karpacz zjechaliśmy wzdłuż i wszerz, od samego dołu aż do góry i nic, ani jednego wolnego pokoju. Tak to już jest, gdy w takie miejsce przyjeżdża się w samo Boże Ciało. Wiadomo, miastowi ciągną w góry jak w dym, a tym bardziej że to przedłużony weekend i większość jakoś zmontowała sobie dodatkowe dni wolne. Ja już byłem zrezygnowany. Powiedziałem Baśce, że jak w następnym domu wczasowym, albo pensjonacie nie dostaniemy wolnego pokoju, to absolutnie i kategorycznie nie zgadzam się na dalsze poszukiwania i jedziemy do jakiejś innej miejscowości. Przy Pubie
Karpacz, gdzie zatrzymaliśmy się, bo Baśka musiała do toalety, podsłuchałem rozmowę, jak jakiś autochton wskazywał drogę takim jak my, gdzie ewentualnie mogłoby być wolne. Udało się, choć był to mały wyścig z czasem i konkurentami do miejsc hotelowych. Muszę przyznać, ten weekend w Karpaczu był naprawdę świetny.
Zobacz pozostałe: